kiszyniów


NIEDZIELA.

Hotel Cosmos to radziecki moloch. Kiedyś zapewne mocno reprezentacyjny, dziś lekko podupadły. Ale bardzo nam się tu podoba! Te windy, tapety, stołówka… Ma to wszystko niesamowity klimat.

Kiszyniów by Dawid Markoff

Po dużym śniadaniu idziemy na miasto. Pierwszy cel: opuszczony hotel National. W czasach sowieckich hotel ten był prawdziwą dumą Kiszyniowa. Zatrzymywali się w nim wszyscy zagraniczni turyści. Po zmianie systemu nie udało się sprywatyzować. Dopiero s 2006 roku mołdawska firma Alfa-Engineering weszła w posiadanie 83,25% akcji za cenę 2,15 milionów dolarów i zobowiązała się do zainwestowania kolejnych 33 milionów w przeciągu 2 lat. Nic chyba jednak z tego nie wyszło, bo na chwilę obecną hotel jest jedną wielką ruiną.

Dostajemy się aż na sam dach – jakieś 18/19 piętro. Widok na cały Kiszyniów jest niesamowity! Nad miastem unosi się jeszcze lekka mgła, świeci mocne słońce. Oddycham zimnym powietrzem. W tym miejscu jesteśmy dziś królami tego miasta!

Kiszyniów by Dawid Markoff

Kiszyniów by Dawid Markoff

Kiszyniów by Dawid Markoff

Kiszyniów by Dawid Markoff

Robimy trochę zdjęć z dachu, jak i we wnętrzach hotelu. Schodzimy. Ruszamy w kierunku blokowisk. Ogromnych blokowisk rodem z Korei Północnej! Robią spore wrażenie. Szare, betonowe, zimne… Całości dopełniają smutni, przemykający szybko ludzie.

Kiszyniów by Dawid Markoff

Potem centrum i chwilowy postój przy McDonald’s w celu podpięcia się pod WiFi. Następnie kolejne blokowiska – strasznie smutne, depresyjne. Ich mieszkańcy dziwnie się na nas patrzą, ktoś pyta co fotografujemy. Szybko idziemy dalej.

Kolejnym miejscem, które chcemy zobaczyć, jest stary opuszczony cyrk. Niestety, nie ma możliwości wejścia do środka. Zaglądamy przez wybitą szybę do środka… ech, gdyby to był wieczór, a nie środek dnia w tak obleganej okolicy! Ale kto wie, może tu jeszcze kiedyś wrócimy?

Wybudowany został w 1981 roku dokładnie w miejscu starego miejskiego cmentarza. Utrzymany w socrealistycznym stylu, był uznawany za najpiękniejszy cyrk w całym ZSRR. W latach swojej świetności wystawiano w nim od trzydziestu sześciu do pięćdziesięciu siedmiu przedstawień miesięcznie! Chciałbym na chwilę przenieść się w tamte czasy, przejść jego korytarzami, zobaczyć cyrkowe przedstawienie…

Kiszyniów by Dawid Markoff

Kiszyniów by Dawid Markoff

Kiszyniów by Dawid Markoff

Kiszyniów by Dawid Markoff

Niedaleko cyrku natrafiamy na coś takiego. Nie mamy pojęcia, czym ten monument jest. Taki właśnie jest cały Kiszyniów: chaotyczny, ciężki do zrozumienia, kompletnie do niczego nie pasujący.

Kiszyniów by Dawid Markoff

To miasto to kopalnia kadrów. Szkoda, że jesteśmy tu tylko pełny jeden dzień. Na jednym z plakatów wyborczych napis, który mniej więcej mówi coś takiego: lepiej żyć w dobrobycie z Rosją, niż w biedzie z Europą. Zastanawiam się, czy można żyć w jeszcze większej biedzie??

Kiszyniów by Dawid Markoff

Po 16 wracamy do hotelu. Padamy ze zmęczenia!

Wieczorem postanawiamy wejść jakos na dach naszego hotelu. Robert zabiera latarkę i o 23 zaczynamy szukać. Jest, jakieś stare drzwi na coś pokroju klatki schodowej. Może to zejście awaryjne? Mało istotne. Ważne, że prawie się udaje – jedno piętro poniżej dachu. To też coś. Nie ma okien, sam beton. Robimy nocne zdjęcia.

Kiszyniów by Dawid Markoff

Myślami jesteśmy już jednak w Naddniestrzu


kategoria: cyfrowo, miejsca, mobilnie, wyprawy tagi: , , ,



odessa – kiszyniów


SOBOTA.

Wstajemy. Dobra mielonka na start i wymeldowanie się z „Cristala”. Prawdę mówiąc to ja mam już dość tego hotelu. Cieszy mnie fakt, że go opuszczamy. „Spasiba” i ruszamy na dworzec po bilety kolejowe do Kiszyniowa w Mołdawii. Kobieta w okienku jest strasznie nerwowa, krzyczy przed nami na jakieś małżeństwo. Widząc jednak polskie paszporty, robi się całkiem miła. Kupujemy i zostawiamy plecaki w przechowalni. Mamy jeszcze ponad 4 godziny na samą Odessę.

Odessa by Dawid Markoff

Jedziemy rozklekotanym trolejbusem. Po raz kolejny. Ja się do nich nie przyzwyczaję przez całą naszą wyprawę. Przerdzewiały, brudny, z popękanymi szybami. Patrzę na ludzi, którzy przywykli do takiej komunikacji miejskiej. Bardzo dołujące widoki. W głębi serca życzę Ukraińcom jak najlepiej – niestety, ale nie mieli szczęścia do rządzących czego rezultatem są takie widoki.

Pierwszym miejscem, w które się udajemy, jest wesołe miasteczko. Na wejściu wita nas gadający po ukraiński goryl. Jest absolutnym hitem, mógłbym się na niego przyglądać i przyglądać. To coś bardzo psychodelicznego, takiego innego.

Odessa by Dawid Markoff

Odessa by Dawid Markoff

Potem ruszamy do centrum. Staram się nie zwracać uwagi na brud i zaniedbane miasto. Wyszukuję ciekawe kamienice, widoki… Gdy się człowiek skupi tylko na tym to Odessa ma nawet swój urok. Całości zdecydowanie pomaga wspaniała pogoda.

Odessa by Dawid Markoff

Wracamy na dworzec. Czeka nas 5 godzinna jazda do stolicy Mołdawii. Pociąg jest straszny. Pomijając fakt, że jesteśmy tu jedynymi prawdziwymi cudzoziemcami, to całość jest naprawdę w mocno wschodnim stylu. W wagonie jest strasznie gorąco. Za nami siedzi jakiś starszy mężczyzna, który na tablecie ogląda rosyjski kabaret (śmiejąc się co chwila na głos), dalej siedzą jacyś Czeczeńcy… Ale jakoś dajemy radę. Jest to na swój sposób nawet zabawne.

Kiszyniów by Dawid Markoff

Po 5 godzinach wita nas nocny Kiszyniów. Pierwsze wrażenie? Kartka na słupie informująca o legalnej pracy w Polsce. Kierujemy się do położonego niedaleko Hotelu Cosmos. Ogromny, w radzieckim stylu, obecnie już mocno podniszczony. Pokój jest super! Idziemy jeszcze po lokalne piwo i można powoli myśleć o jutrzejszym dniu. Film z mołdawskim dubbingiem do snu to obowiązek! Nieszczelne okna w tym radzieckim hotelu dają się nam we znaki.

Kiszyniów by Dawid Markoff


kategoria: cyfrowo, miejsca, mobilnie, wyprawy tagi: , , , , , ,



autoportret z odessy


Autoportret z Odessy - Dawid Markoff

Dres, aparat, słońce, cholernie mocny wiatr i brudna szyba. Autoportret z portu w Odessie.


kategoria: cyfrowo, miejsca, wyprawy tagi: , , ,



odessa


PIĄTEK.

Odessa by Dawid Markoff

Wstajemy o 8. Planowaliśmy o 7, ale zapomniałem przestawić godzinę w telefonie w związku z inną strefą czasową. Konserwa, herbata i wychodzimy. Kierujemy się na plażę. Dziś jest piękna pogoda – słońce i błękitne niebo. Tylko ten zimny wiatr doskwiera, ale da się z tym żyć.

Plaża w taką pogodę robi niesamowite wrażenie. Kolor Morza Czarnego urzeka – jest zielonkawe, a woda przy brzegu bardzo czysta. Chłoniemy, fotografujemy, obserwujemy. Gdzieniegdzie kąpią się jeszcze jacyś ludzie. My brzegiem idziemy powoli w kierunku portu.

Odessa by Dawid Markoff

Odessa by Dawid Markoff

Odessa by Dawid Markoff

Dochodzimy aż to Hotelu Odessa. Jest ogromny, w typowej dla Odessy architekturze. Od morza wieje mocny wiatr. Zachodzimy na kawę i ciastko. Smaczne i niedrogie.

Odessa by Dawid Markoff

Schody Potiomkinowskie to coś dla Roberta. Ja bardziej zainteresowany jestem obecnymi do okoła ludźmi. Ignorujemy nagabujących nas obywateli jakiegoś dziwnego świata, którzy stoją z żywymi orłami i idziemy dalej ku centrum miasta. Chyba można je tak określić, a może i nazwać deptakiem? Tak, tu jest zdecydowanie ładniej. Są odnowione kamienice, jest McDonald’s, sklepy Hugo Bossa czy Versace… jednym słowem Europa. Wystarczy jednak wejść do przypadkowej bramy, aby ten czar prysł. My to robimy i tam chyba podoba się nam nawet bardziej.

Odessa by Dawid Markoff

Odessa by Dawid Markoff

Odessa by Dawid Markoff

Dochodzimy do dużego bazaru. Cześć jest odkryta, część nie. Jedzenie i ubrania. Bardzo dużo jedzenia i bardzo dużo ubrań. Śmierdzi rybami, serami, mięsem – większość wystawiana bez chłodzenia. Szybko stamtąd uciekamy.

Odessa by Dawid Markoff

W planie mamy jeszcze raz Morze Czarne, tym razem jednak w drugim kierunku. Wsiadamy w tramwaj linii nr. 5. „Dwa, spasiba” i jedziemy. Ale coś się nam chyba pomyliło, bo kończymy na końcowym w przeciwnym kierunku do zamierzonego. 2 minuty postoju i tramwaj rusza ponownie. Kobieta od biletów chce nas wygonić z tramwaju gdy pokazujemy jej kupione kilka minut temu bilety. Końcowy = nowe bilety. Udajemy głupa i wysiadamy przystanek dalej – idziemy pieszo, bo tak tu chyba najlepiej.

Odessa by Dawid Markoff

Gdy wracamy już do domu, przyglądamy się temu chaotycznemu miastu. Cudem jest, gdy pali się gdzieś jakaś latarnia – wszystko jest pogrążone w mroku rozświetlanym przez światła samochodów i witryny sklepów. Przed wejściem do hotelu słyszymy charakterystyczny dźwięk stukających o asfalt… końskich kopyt. Z ciemności wyłaniają się dwie kobiety na koniach. Przejchodzą na nich przez ulicę i kierują się obok McDonaldsa w bliżej nieokreślonym kierunku. Centrum miasta. To jest takie nierealne…


kategoria: cyfrowo, miejsca, mobilnie, wyprawy tagi: , , ,



warszawa – odessa


Stara prawda mówi, że nie ma miejsc w które nie da się dojechać. Trzeba się tylko ruszyć z domu. I to jest fakt. Drugim faktem jest to, że jedni jeżdżą do Grecji i Chorwacji, a inni wybierają np. Mołdawię i Naddniestrze;) Ja typem podróżnika nie jestem, ale jak już to bliżej mi do tej drugiej osobowości. Do Chorwacji można pojechać zawsze, a do Naddniestrza już nie.

Zaczynam serię wpisów z wyprawy do Odessy (Ukraina), Kiszyniowa (Mołdawia) i Tyraspola (Naddniestrze). Całość nazwałem roboczo „biedą i chaosem w trzech odsłonach”. Wpisów będzie kilka i pojawią się w kilkudniowych odstępach – mam sporo materiału do przerobienia z tej wyprawy.

CZWARTEK.

LOT by Dawid Markoff

Warszawa, 1.5 godziny lotu i jesteśmy w Odessie. Odessa szara, smutna, taka inna. To moje pierwsze wrażenie. Do hostelu jedziemy rozklekotanym trolejbusem – żywcem wyciągniętym ze złomowiska, ani odrobinę nie przesadzam. Nie ma biletów, płaci się przy wysiadaniu u kierowcy. Każdy płaci. Kierowca ma dużo drobnych i dywan na desce rozdzielczej. Witajcie na wschodzie. Przez okno obserwuję miasto, ludzi… Rzuca mi się w oczy jedna rzecz: na każdym kroku widzę ukraińską flagę.

Odessa by Dawid Markoff

Hostel „Crystal”. Czy to aby napewno tu? Tak, jednak tak. Pokój malutki, ale przytulny. Jest nawet telewizor. Zostawiamy plecaki i kierujemy się na plażę. Ściemnia się, a chcemy jeszcze dziś poczuć chłód Morza Czarnego. Piasek, zapach wody, w oddali ogromne statki. Wieje zimny wiatr. Chłoniemy te widoki. Robimy trochę zdjeć i idziemy dalej.

Odessa by Dawid Markoff

Odessa by Dawid Markoff

Odessa by Dawid Markoff

Odessa by Dawid Markoff

Chcemy zobaczyc port w Odessie. Nocą. W drodze powrotnej zachodzimy do jakiegoś lokalu na pielmieni i herbatę. Ja już na starcie robię z siebie idiotę – witam kelnerkę rosyjskim „do svidaniya”. Skąd mi to do cholery przyszło do głowy?

Dzień kończymy przy kanapkach i trzeciej części Rambo z ukraińskim dubbingiem.
Jutro będzie dobry dzień!


kategoria: cyfrowo, miejsca, mobilnie, wyprawy tagi: , , ,



ruszamy na wschód


Ruszamy na wschód

Zaplanowaliśmy tą wyprawę już w sierpniu. To wtedy Robert wypatrzył tanie bilety LOTu do Odessy na Ukrainie. Pomyśleliśmy „jak nie teraz to kiedy?”. Równo rok temu byliśmy na Białorusi, co wspominam bardzo dobrze – była to moja pierwsza wyprawa na wschód. Tym razem czeka nas poważniejsza przeprawa – najpierw wspomniana Odessa, a następnie stolica Mołdawii i być może kontrolowane przez Rosjan Nadniestrze (o ile się uda wjechać, a chcemy bardzo!). Całość zakończymy ponownie na Ukrainie, skąd wrócimy samolotem do Warszawy. Noclegi są, plan rownież. Oby tylko pogoda dopisała.

Pod koniec każdego dnia postaram się usiąść z notesem i napisać krótką relację, którą po powrocie przekuję na wpis. Jeżeli wszystko pójdzie ok, to na blogu pojawi się za jakiś czas seria wpisów z cyklu „Odessa-Kiszyniów-Tyraspol”.

Pisząc ten tekst myślami jestem już nad Morzem Czarnym. Jutro o 11.30 wylatujemy z Okęcia i kierujemy się do Odessy, gdzie spędzimy dwa pierwsze dni naszej wyprawy*. Plecak już spakowany, bagaż podręczny również.

Ruszamy na wschód

W międzyczasie zapraszam na:
instagram.com/emefef

Tam na bieżąco będę starał się wrzucać zdjęcia z wyprawy.

* wpis ten publikuję będąc już w Odessie. Tak się z Robertem umówiliśmy w sierpniu, że nikomu (poza najbliższymi osobami) nie wspomnimy o naszym wyjeździe i że stanie się on faktem dopiero w momencie, w którym zanurzymy nogi w Morzu Czarnym;) Tak też się stało.


kategoria: pierdupierdu, różne, wyprawy tagi: , , ,






menu




o mnie
wyprawy na wschód i nie tylko




najnowsze wpisy







kategorie







archiwum bloga







moje rzeczy


portfolio
instagram
youtube
tiktok
moja muzyka
pogadajmy podcast

Dawid Markoff Youtube

Dawid Markoff Pogadajmy podcast

Moje muzyczne alter ego! Na platformy streamingowe trafił właśnie mój drugi album muzyczny! 40 minut muzyki, 14 utwórów + bonus. Wpadnij, odsłuchaj i podaj dalej (album dostępny jest równie na Apple Music i Youtube Music):

Szmul Jewson

Jako że to blog, to mam tu również klasyczne blogowe wpisy, w których pokazuję moje codzienne życie: sesje zdjęciowe, wyprawy i tym podobne rzeczy. Wszystko mobilnie, ze smartfona:



Jeżeli spodobały ci się moje materiały na Youtube lub zdjęcia, postaw mi kawę - będzie mi naprawdę niezmiernie miło:

Postaw mi kawę na buycoffee.to







Chyba najbardziej niesamowite miasto świata - nie do okiełznania w trzy dni. Starałem się jednak jak mogłem!. Zobacz→









Wietnam totalnie mnie zaskoczył - wyobrażałem go sobie całkowicie inaczej. I zakochałem się w nim a Saigon po tygodniu traktowałem jako swoje miasto!. Zobacz→









Fajna sesja z Marysią w centrum Warszawy. Kilka ciekawych stylizacji i dobrych kadrów + część wykonana w studio. Zobacz→









Kilka fajnych stylizacji, Kasia i Warszawa. Szybka streetowa moda bez kompromisów. Zobacz→









Kilka dni na Podlasiu. Najchętniej spędziłbym tam z miesiąc, ale na chwilę obecną musi mi wystarczyć i to. Ale jeszcze tam wrócę! Zobacz→









Stylizacje, lookbooki, kolorowe tła i oczywiście niesamowita Klaudia. Zobacz→









Świetna studyjna sesja z Gabrysią. Kilka świetnych stylizacji + dobry klimat. Zobacz→









Dużo stylizacji, fajne studio BAJKA i oczywiście Kasia, z którą zawsze fotografuje mi się wspaniale! Zobacz→









Piekielnie upalna Turcja, ale bardzo fajna. Trochę zdjęć i trzy filmy na Youtube! Zobacz→









Bardzo doświadczone Sarajewo, jeszcze bardziej doświadczony Mostar i serbska Banja Luka. Zakochałem się w Bośni! Zobacz→









Globalna sesja zdjęciowa dla XIAOMI! Producentem OnlyOnly, agencją odpowiedzialną za całość GONG. Ogromna duma! Zobacz→









Genialny miesięczny pobyt w Tajlandi. Wigilia w klubie drag queen, sylwester na tajskim boksie dla lokalsów... i wiele, wiele więcej! Zobacz→









Absolutnie niesamowite Kosowo - całkiem inne, niż się go spodziewałem. We wpisach zdjęcia jak i vlogi.. Zobacz→









Estonia nieodkryta! Byłem w miejscach, o których pewnie nawet nie słyszeliście. Ja się w tym kraju zakochałem!. Zobacz→









KIedyś fotografowałem również na klasycznych negatywach, a głowę miałem pełną przedziwnych pomysłów. Zobacz→









Niesamowite Uzbekistan i tadżykistan. Duszanbe, Chiwa, Buchara czy Samarkanda. A wszystko doprawione krótkim pobytem w Abu Dabi. Wszystko na zdjęcich i we vlogach. Zobacz→









Od pięknych rejonów, poprzez skaliste miasto, po totalny rozpierdol Neapolu. W tej serii vlogów jak i na tych zdjęciach pokażę Wam pełen przekrój tego niesamowitego kraju! Zdjęcia i vlogi. Zobacz→









Byłem w miejscach, które jeszcze do niedawna były okupowane przez rosyjskie wojska. Widziałem masowe groby oraz straszne zniszczenia. Nigdy tego nie zapomnę!. Zobacz→









Wykonałem kilka zdjęć do najnowszej książki Marty Grzebyk z Krytyki Kulinarnej. Okładka + przekładki. Jak zawsze w super ekipie ze Studia Odczaruj Gary! Zobacz→










Kinga i Agnes we wspaniałej bieliźnie God Save Queens. Na Instaxach. Zobacz zdęcia→




© Dawid Markoff
Wszelkie prawa zastrzeżone