gruzja, dzień 10: tbilisi




Poniedziałek.

Rano przez większość czasu pada deszcz – tylko momentami wychodzi słońce. Wieje wiatr, ale jest ciepło. Spakowani zamawiamy sobie autokar do Tbilisi – mamy już dość tych busów, a pociąg jest dopiero po godzinie 18.

Śniadanie i jakiś rosyjski kanał muzyczny. Relaks. W domu dzieją się dziwne rzeczy – otwierają się drzwi, okna… Robert już wczoraj robił śledztwo, czy nie mieszkamy w mieszkaniu jakiejś zmarłej nagle rodziny. Wszystko tu zostało na miejscu. Moja teoria jest taka, że wyjechali na wakacje. Roberta, że jednak nie – bo tu trwa jeszcze rok szkolny, a w pokoju leży plecak dziecka, zeszyty… I wszystko ze starymi datami – 2013, 2014. Na Booking.com zero ocen… Ciekawe.

Bierzemy taksówkę i jedziemy na dworzec. Tam poczekalnia, w której obok gruzińskiej flagi wisi flaga Turcji… WTF? Autokar (Metro Georgia) full wypas – Polski Bus by się zawstydził. Cena mniejsza, fotele z przyjemnego materiału, telewizorki w fotelach, kierowca rozdaje słuchawki, jest podawana kawa lub herbata… No i rezerwacja na konkretne miejsca! Nie pchają się ludzie jak po chleb w czasie wojny (Polska!). Po drodze można obejrzeć największe hity z Hollywood – niestety z gruzińskim lub rosyjskim lektorem.

Batumi Gruzja by Dawid Markoff

Lekko ponad 6 godzin i jesteśmy w Tbilisi. Na dworcu przy wyjściu z autokaru wita nas gromada taksówkarzy. MASAKRA! Cały czas coś mówią, zaczepiają… „Nam nie nada” nie pomaga. Bierzemy plecaki i idziemy w stronę przystanku komunikacji miejskiej… Kilku idzie za nami. Ponownie zaczepiają, pytają czy podwieźć do… Armenii. Ku..a, do Armenii? Czy my wyglądamy na osoby chcące jechać taksówką o 22 do Armenii??? No bez jaj. Już nie pomaga odmawianie, więc zaczynamy traktować ich jak powietrze, to jedyny sposób. Działało już w Batumi i bardzo to polecam wszystkim udającym się do Gruzji. Ja w Batumi przez chwilę stosowałem jeszcze jedną metodę – odpowiadałem na ich gruzińskie oferty po polsku: „mi również jest miło, pozdrawiam”. Też działało.

Nocleg jest masakryczny. Mały, drewniany pokój w jakiejś drewnianej chatce… Przynajmniej tv jest, chociaż większość to tureckie programy – a ja tureckiego nie znoszę. Nakładam słuchawki i odpalam nową Brodkę – ta płyta jest NIESAMOWITA.




skomentuj
kategoria: mobilnie, wyprawy tagi: , ,








gruzja, batumi: mcdonald’s




McDonalds Batumi Gruzja by Dawid Markoff

McDonalds Batumi Gruzja by Dawid Markoff

Nie pomyślałem, że będę kiedyś wrzucać tu zdjęcia budynku McDonaldsa. Koniec świata, naprawdę! Na swoje usprawiedliwienie powiem, że to naprawdę fajny budynek. Niestety fotografowałem go późnym wieczorem, na dodatek sam budynek usytuowany jest pomiędzy blokami i kamienicami… Dla mnie wygląda jak jakiś owad lub płaz. Jeżeli będziecie kiedyś w Batumi to koniecznie do niego zajrzyjcie!

McDonalds Batumi Gruzja by Dawid Markoff

McDonalds Batumi Gruzja by Dawid Markoff

McDonalds Batumi Gruzja by Dawid Markoff

McDonalds Batumi Gruzja by Dawid Markoff

McDonalds Batumi Gruzja by Dawid Markoff




skomentuj
kategoria: cyfrowo, miejsca, wyprawy tagi: , ,








gruzja, dzień 9: batumi




Niedziela.

Poranek w Batumi = słońce i 28 stopni (chyba w cieniu!). Widok z balkonu mamy ciekawy. Na klatce schodowej już trochę mniej, ale to chyba nowy blok… Dobra, idziemy połazić, bo szkoda dnia!

Batumi Gruzja by Dawid Markoff

Batumi Gruzja by Dawid Markoff

Batumi Gruzja by Dawid Markoff

Batumi Gruzja by Dawid Markoff

Batumi Gruzja by Dawid Markoff

Batumi Gruzja by Dawid Markoff

Batumi Gruzja by Dawid Markoff

Batumi Gruzja by Dawid Markoff

Dochodzimy do centrum. Pomysł pada natychmiast – wjedziemy kolejką na jeden ze szczytów. Nie ma to klimatu jak w Cziaturii, wszystko tu ultra nowoczesne. Ale i tak jest super, widoki niesamowite. Na górze jakiś Turek pyta skąd jesteśmy. „Poland” „Holland?” „POLAND!”. Jest wniebowzięty, chce zrobić sobie ze mną zdjęcie… Ja pierdolę, serio? No ale niech ma, poznał człowieka z Europy, wszystkie kobiety Istambułu jego.

Batumi Gruzja by Dawid Markoff

Batumi Gruzja by Dawid Markoff

Batumi Gruzja by Dawid Markoff

Ten dzień jest leniwy, spacerujemy, zachodzimy na jedzenie, piwo i lemoniadę (podczas pobytu w Gruzji pijemy jej baaaardzo dużo). Batumi jak już pisałem wczoraj jest bardzo relaksujące. W sumie mógłbym tu zostać o wiele dłużej – dla samego spacerowania i przesiadywania nad brzegiem Morza Czarnego (pomimo, że nie widzę tu piaskowych plaż – same pokryte małymi kamykami).

W tle niebo zlewa się dosłownie z wodą. Bardzo dziwny widok, praktycznie nie widać momentami linii wody… Fotografuję jachty na tle tych szkaradnych budynków. Miejscowi patrzą z zaciekawieniem co mnie w tym tak fascynuje…

Batumi Gruzja by Dawid Markoff

Batumi Gruzja by Dawid Markoff

Batumi Gruzja by Dawid Markoff

Batumi Gruzja by Dawid Markoff

Batumi Gruzja by Dawid Markoff

Batumi Gruzja by Dawid Markoff

Batumi Gruzja by Dawid Markoff

Batumi Gruzja by Dawid Markoff

Batumi Gruzja by Dawid Markoff

Batumi Gruzja by Dawid Markoff

Batumi Gruzja by Dawid Markoff

Batumi Gruzja by Dawid Markoff

Po powrocie do domu czuję niedosyt, więc wychodzę wieczorem na spacer. Fotografuję budynek McDonald’s (ochroniarz nawet proponuje mi, że zrobi mi na jego tle zdjęcie – w Polsce nie do pomyślenia!), a następnie idę nad morze zobaczyć wspaniały zachód słońca – rany, mógłbym tu przychodzić co wieczór! Niestety zaczyna padać, więc mój plan nocnego spaceru po centrum upada. Szkoda. Mam świadomość, jak mało tego miasta zobaczyłem, jak mało odkryłem – nie lubię tego uczucia.

Batumi Gruzja by Dawid Markoff

Batumi Gruzja by Dawid Markoff

Batumi Gruzja by Dawid Markoff

Ktoś mi napisał na Instagramie, że Batumi to taki kurort pełen rosyjskich Januszy. Tak, może trochę i tak, może w sezonie nawet bardziej tak. Miasto to ma jednak swój klimat – takie połączenie kiczu i czegoś nowoczesnego, szalonej architektury połączonej z czymś, co można nazwać „architekt płakał jak projektował”… Batumi to rownież super uliczki, przypominające te z Włoch, pełne fajnych kafejek. Wrócę tu, to już postanowione.

Jutro wracamy do Tbilisi.




skomentuj
kategoria: cyfrowo, mobilnie, wyprawy tagi: , , ,








gruzja, dzień 8: batumi




Sobota.

Z rana leje deszcz. Bardzo leje, ale jakimś cudem, po raz kolejny podczas tej wyprawy, przestaje padać przed naszym wyjściem. Dziś opuszczamy Cziature. Trochę szkoda, bo to ciekawe miejsce. Gdzieś w głowie jest ta myśl, że nigdy się już tu nie wróci, że to pierwszy i ostatni raz w tym miejscu… Pozostaną wspomnienia i zdjęcia. Niestety nie otrzymujemy klucza do bram miasta, ani też nie żegna nas kompania pożegnalna.

Dotarcie do miejsca z busami trochę nam zajmuje – w Gruzji wszystko jest takie dziwne, nie oznakowane, do góry nogami… Bus to Zestaponi jest w miarę pusty, więc jedzie się całkiem znośnie. Tam zmiana klimatu – wysiadamy i uderza nas fala gorącego powietrza. To zapowiedź tego, co czeka na nas w kolejnym miejscu do którego zmierzamy – w Batumi!

Czekamy i czekamy. Ktoś oferuje dojazd za 30 lari od głowy. „Nam nie nada, spasiba”. W końcu jest jakiś bus, 10 lari od głowy. Super cena, jedziemy! Bagaże do środka (bo bus załadowany jakimiś paczkami) i w drogę.

Po 3 godzinach jesteśmy w Batumi… tu już jest lato, chyba ze 30 stopni, upał niesamowity. Miasto chaosu i turystów, krzyków, trąbiących samochodów i grającej muzyki. Pytamy o autobus i jedziemy do mieszkania wynajętego przez Booking.com. Okazuje się, że jest tuż przy brzegu morza! Odnalezienie klatki trochę nam zajmuje… wtedy okazuje się, że mieszkanie mieści się na 14 piętrze, ale… nie działają windy! Koszmar, ale nic zrobić się już nie da.

Samo mieszkanie jest fajne, chociaż wygląda tak, jakby zostało właśnie opuszczone przez mieszkającą tu rodzinę. Prysznic, chwila odpoczynku i w miasto. Najpierw McDonalds i klasycznie już w przypadku wypraw na wschód BigTasty – kanapka, którą zawsze zajadamy podczas wschodnich wypraw. Sam budynek McD jest niesamowity! Chyba najlepszy, w jakim byłem. Jutro tu wrócę zrobić kilka zdjęć.

Batumi Gruzja by Dawid Markoff

Po jedzeniu… spacer.

Batumi Gruzja by Dawid Markoff

Batumi to totalny relaks. Schodzi z nas zmęczenie po wyprawie do Kazbegi i Czatury. Tu jest ciepło, przyjemnie i nawet nad samym Morzem nie ma zbytnio wielkich tłumów – kompletnie inaczej, niż w samym centrum po naszym przyjechaniu tu.

Batumi Gruzja by Dawid Markoff

Batumi Gruzja by Dawid Markoff

Batumi Gruzja by Dawid Markoff

Batumi Gruzja by Dawid Markoff

Batumi Gruzja by Dawid Markoff

Batumi Gruzja by Dawid Markoff

Batumi Gruzja by Dawid Markoff

Batumi Gruzja by Dawid Markoff

Diabelski młyn? O rany, musimy się nim przejechać – zwłaszcza dla samego zobaczenia panoramy miasta. Na górze jest super – wieje chłodny wiaterek, w tle powoli zaczyna zachodzić słońce

Batumi Gruzja by Dawid Markoff

Batumi Gruzja by Dawid Markoff

Batumi Gruzja by Dawid Markoff

Batumi Gruzja by Dawid Markoff

Batumi Gruzja by Dawid Markoff

Batumi Gruzja by Dawid Markoff

Batumi Gruzja by Dawid Markoff

Batumi Gruzja by Dawid Markoff

Batumi Gruzja by Dawid Markoff

Wieczorem powrót i finał Eurowizji na rosyjskim kanale Rossija 1. Rany, co za propaganda! Samego konkursu nigdy nie oglądam, ale tego wieczoru robię wyjątek. I tak, Ukraina jest dla mnie zdecydowanie najlepsza! Z balkonu nawołujemy do głosowania na Polskę…




skomentuj
kategoria: cyfrowo, mobilnie, wyprawy tagi: , , ,








gruzja, dzień 7: cziatura




Piątek.

Poranek nie należy do najładniejszych – pada deszcz. Jednak z czasem zdaje się wypogadzać, więc szybko zbieramy się i ruszamy na miasto. Pierwszym naszym celem jest znaleźć miejsce, w którym coś zjemy. Cafe Paris jest całkiem spoko. Chcemy zamówić trzy pizze margherity, ale Pani doradza dwie mówiąc, że pizze są duże. Rada: gdy mówią w Gruzji, że porcja może być za duża to nie słuchajcie! Zajadamy, pijemy herbatę i w drogę.

Zaczynamy od kolejki jadącej na jeden ze szczytów, na których są osiedla. Kolejki są stare, wyglądają jak blaszane skrzynki z malutkimi okienkami… Jeżeli w którejś jest jakieś większe okno, to już dawno tak brudne, że niewiele widać. Całość stacji w strasznym stanie, aż dziw, że wciąż działają – jesteśmy jednak twardzi, jedziemy na górę!

Czaturia Gruzja by Dawid Markoff

Czaturia Gruzja by Dawid Markoff

Czaturia Gruzja by Dawid Markoff

Czaturia Gruzja by Dawid Markoff

Czaturia Gruzja by Dawid Markoff

Osiedla wyglądają przedziwnie. Część budynków jest opuszczona, a cześć w ruinie, ale zamieszkała przez ludzi. Zjeżdżamy na dół i jedziemy drugą na kolejny ze szczytów. Jaramy się niesamowicie, co wywołuje u miejscowych uśmiechy, a i zapewne zdziwienie. Tu spoglądamy z góry na miasteczko – wygląda niesamowicie.

Czaturia Gruzja by Dawid Markoff

Czaturia Gruzja by Dawid Markoff

Czaturia Gruzja by Dawid Markoff

Czaturia Gruzja by Dawid Markoff

Czaturia Gruzja by Dawid Markoff

Czaturia Gruzja by Dawid Markoff

Po powrocie na dół przechadzamy się po mieście, chłoniemy jego klimat, przyglądamy się codziennemu życiu, odwzajemniamy uśmiechy… Co chwila jakieś dzieci krzyczą do nas „hello, how are you”. Odpowiadamy, ale na „thank you. And you?” już niewiele potrafią odpowiedzieć. Wszystko zatrzymało się tu w czasie – dla mnie to nie Gruzja, a małe miasto w dalekiej Rosji… nie, nie Rosji, a Związku Radzieckim.

Czaturia Gruzja by Dawid Markoff

Czaturia Gruzja by Dawid Markoff

Czaturia Gruzja by Dawid Markoff

Docieramy do stacji kolejowej. Kolejne miejsce, które wygląda na opuszczone, ale (chyba) działa. Robimy zdjęcia. Ze stróżówki wychodzi jakiś mężczyzna, idzie do nas. Nauczony doświadczeniami w Polsce wiem co to oznacza – „zakaz fotografowania”, „teren prywatny” czy inny podobny bełkot. Mężczyzna pyta skąd jesteśmy. „Polsza”. Uśmiecha się, coś mówi, pokazuje… trochę po rosyjsku, trochę po gruzińsku. Rozumiemy, że chce nam pokazać łączenie wagonów.

Czaturia Gruzja by Dawid Markoff

Pokazuje na aparaty że można wszystko fotografować. Prowadzi nas pomiędzy składami. Obserwujemy łączenie wagonów, robimy zdjęcia… Wszyscy tu tacy mili??? Dziękujemy i idziemy dalej…

Czaturia Gruzja by Dawid Markoff

Czaturia Gruzja by Dawid Markoff

…i teraz będzie chyba największa przygoda tej wyprawy, chociaż mamy przed sobą jeszcze tydzień w Gruzji…

Chcemy dojechać do jednej z opuszczonych stacji. Wpadamy na pomysł, że wynajmiemy taxi. Na postoju wybieramy starą Ładę z równie wiekowym kierowcą – dla poczucia jeszcze większego klimatu. Teraz już wiem, że ona tam czekała specjalnie na nas, była nam przeznaczona. To nie mogła być taka zwykła wyprawa!

Czaturia Gruzja by Dawid Markoff

Pokazujemy kierowcy, nazwijmy go Gieorgijem, mapę na telefonie jak do tej stacji dojechać. Pakujemy się do środka i ruszamy… w przeciwnym kierunku. No ale może za chwilę zawróci? Taxi to samochód prosto ze złomowiska. Dosłownie! Nawet na Ukrainie nie jeździliśmy takim złomem. Robert tłumaczy Gieorgijowi jeszcze raz kierunek, ten kiwa głową i jedzie dalej. Przeradza się to w komedię, bo na Google Maps widzimy ewidentne, że jedziemy w złym kierunku. Na dodatek co chwilę zatrzymujemy się, aby mógł dolać wody (z dużej butli trzymanej pod nogami) do chłodnicy. Przy kolejnym z takich postojów płaczę ze śmiechu, to jest jak u Monty Pythona. Wszyscy po drodze patrzą się na nas…

Czaturia Gruzja by Dawid Markoff

Czaturia Gruzja by Dawid Markoff

Dopiero po jakiś 40 minutach, gdy Gieorgij chce nam pokazać jakiś kościół, dochodzi do niego, że chyba coś jest nie tak. Zawracamy do miasta. Jadąc przez jakieś totalne zadupie słyszymy huk – opona! Pomagamy zepchnąć mu samochód na pobocze. W kole duża dziura… nie ma się zresztą czemu dziwić, opony też ma chyba ze złomowiska – ta praktycznie pozbawiona jest już bieżnika.

Czaturia Gruzja by Dawid Markoff

Mamy najczarniejsze myśli, ale jednocześnie bawimy się niesamowicie. Gieorgij coś mówi, śmieje się, macha rękoma, wyjmuje zapasowe koło i zmienia je. Wsiadamy i ruszamy dalej. Przeprasza, mówi że zawiezie nas wszędzie… Jedziemy z góry, więc po raz pierwszy podczas tej wyprawy obawiam się o swoje życie – w głowie mam pytanie, jaki jest stan hamulców w tej Ładzie. Po bokach przepaść, samochód piszczy i strzela, Gieorgij wygląda tak, że powinien przestać prowadzić z 10 lat temu…

Po drodze zatrzymuje się przy jakiś samochodach, pyta o drogę do tego naszego miejsca. Komedia, bo to 3km od centrum miasta, które nie ma zbyt wielu głównych dróg.

W końcu docieramy. Okazuje się, że kolejka działa. Więc wjeżdżamy na górę – Gieorgij razem z nami. Sporo rozmawiamy, chociaż niewiele rozumiemy – mówi do nas sporo po gruzińsku. Ale przytakujemy, jemu to daje radość, wygląda na szczęśliwego.

Czaturia Gruzja by Dawid Markoff

Czaturia Gruzja by Dawid Markoff

Czaturia Gruzja by Dawid Markoff

Czaturia Gruzja by Dawid Markoff

Jedziemy jeszcze na jedną stację – ta ma najlepszy klimat. Też wjeżdżamy na górę. Po zajechaniu na dół zagaduje do mnie starsza kobieta. Mówię, że ja po rosyjsku nie bardzo. Ale jakoś idzie. Pyta skąd my. Mówię „Polsza”. Pyta jak w Gruzji, mówi, że Polska płaska bardzo, a tu góry… Dokładnie!

Czaturia Gruzja by Dawid Markoff

Czaturia Gruzja by Dawid Markoff

Czaturia Gruzja by Dawid Markoff

Wracamy do centrum. Płacimy Gieorgijowi 20 GEL. Jest wniebowzięty. Na pamiątkę:

Czaturia Gruzja by Dawid Markoff

+ krótkie wideo z naszego podróżowania wagonikami:

Żegnamy się z nim ciepło i idziemy do… Cafe Paris na kolację – pizze i herbatę. Po dwie herbaty. Pani nas już pamięta, zresztą wszyscy tu już chyba o nas wiedzą.

Na koniec dnia rezerwujemy dom w Batumi, robimy zakupy i wracamy do hotelu. Jutro będziemy już nad Morzem Czarnym!




skomentuj
kategoria: cyfrowo, mobilnie, wyprawy tagi: , , , ,








gruzja, dzień 6: cziatura




Czwartek.

Celem na dzisiejszy dzień jest dostanie się do Cziatury – miasteczka, do którego nie jeździ zbyt wielu turystów. Najpierw jedziemy do Tbilisi, skąd planujemy dojechać do Zestaponi, a dopiero z tego miasta do miejsca docelowego. Szaleństwo!

Cziatura – miasto w regionie Imeretia w Gruzji. Według danych szacunkowych na rok 2008 liczyło 19.587 mieszkańców. Ośrodek przemysłowy, słynący m.in. z wydobycia rud manganu. Ze względu na strome doliny rzeki w 1954 zbudowany został w mieście system kolejek linowych, który miał ułatwić transport pracowników tutejszej kopalni. System funkcjonuje nieprzerwanie do dzisiaj, pomimo złego stanu technicznego

Jazda busikiem do Tbilisi to masakra. Ale jakoś dajemy radę. W stolicy Gruzji idziemy najpierw na coś ciepłego. Zjadam jakiś regionalny odpowiednik polskiego rosołu i lokalny, przepyszny chleb. Można ruszać!

Czaturia Gruzja by Dawid Markoff

Bus to Zestaponi to jeszcze większa masakra. Na dodatek zrobiło się bardzo ciepło. Gdy docieramy na miejsce okazuje się, że nie możemy znaleźć miejsca, z którego odjeżdżają busy do Cziatury. Ja pierdykam, a w słońcu jest ze 30 stopni.

Z nikim nie możemy się dogadać. W końcu jakiś kierowca pokazuje nam gdzie mamy iść szukać busa. Idziemy nie wiedząc nawet czy to dobry kierunek. Po chwili zatrzymuje się obok nas bus. To kierowca jednego z busów z dworca, na którym się dopytywaliśmy o drogę. Mówi, że zrobiło mu się nas żal więc podwiezie nas na ten autobus. Okazuje się, że to aż 3km. Chcecie wiedzieć jak wygląda sam przystanek? Tak, jakby go nie było! Sklep, zakręt ulicy i tyle. Zero oznakowania, przystanek dla wtajemniczonych! Tym bardziej wielkie podziękowania dla tego człowieka!

Droga do Cziatury zajmuje jakąś godzinę. Na miejscu jest szok. Miasto zatrzymało się w czasach sowieckich! Dookoła niesamowite krajobrazy. Tylko jedna rzecz nas zaczyna irytować już na samym początku: wszyscy się na nas gapią. Nie patrzą a gapią właśnie. Dzieci natomiast krzyczą „hello mister”.

Czaturia Gruzja by Dawid Markoff

Jest już dość późno, a my musimy jeszcze znaleźć nasz hotel. Czasu na zdjęcia więc praktycznie dziś już nie ma – cały dzień poszedł na opuszczenie Kazbegi i dojechanie tu, do Czaturii. A to naprawdę kawał drogi! Jednak mały spacer musimy zrobić, chociażby dla zobaczenia mniej więcej od czego jutro zacząć…

Czaturia Gruzja by Dawid Markoff

Idziemy do hotelu. Nie będę się tu rozpisywać o takich rzeczach jak brak deski klozetowej, bo nie ma to sensu. Po prostu Hotelu Nikolai nie polecam! Dobra, jakoś to przeżyjemy. Liczy się jedno: jutrzejszy dzień. Im szybciej nadejdzie tym lepiej. Na koniec jeszcze wieczorne zdjęcie z księżycem w tle… W jego dolnej części to, po co tu przyjechaliśmy: WAGONIKI KOLEJEK!

Czaturia Gruzja by Dawid Markoff




skomentuj
kategoria: cyfrowo, mobilnie, wyprawy tagi: , , , , ,








gruzja, dzień 5: kazbegi




Środa.

Tak, to będzie dzień wspinaczki! Dobra, może to za dużo powiedziane, ale z całą pewnością trochę się nachodzimy pod górę, bo planem jest szczyt z klasztorem Cminda Sameba – leżący na wysokości prawie 2200m n.p.m.

Cminda Sameba – prawosławny klasztor położony niedaleko wioski Gergeti w północnej Gruzji, w pobliżu miasteczka Stepancminda (dawniej Kazbegi). Kościół jest położony na wzgórzu, na wysokości 2170 m n.p.m., na lewym brzegu rzeki Terek, nad klasztorem góruje szczyt Kazbek. Klasztor został zbudowany w XIV w.

Po raz pierwszy pogoda nas nie rozpieszcza. Od samego rana jest pochmurno, chłodno i wieje wiatr. Najpierw idziemy zjeść coś na śniadanie – klasycznie już placek z serem do czarnej kawy. Luksusów nie ma, ale nie ma co narzekać.

Wracamy do domu, ciepło się ubieramy i ruszamy na szczyt. Po drodze zaczyna padać deszcz. Cholerny deszcz! Ale damy radę. W pewnym momencie dołącza do nas pies – ta suczka będzie szła z nami na samą górę. W pewnym sensie będzie robić za naszego przewodnika – co chwila zatrzymując się i czekając na nas. Nadajemy jej imię – Gambit. Czemu tak to długa historia, aż tak Was zamęczać nie chcę.

Kazbegi Gruzja by Dawid Markoff

Kazbegi Gruzja by Dawid Markoff

Kazbegi Gruzja by Dawid Markoff

Kazbegi Gruzja by Dawid Markoff

Kazbegi Gruzja by Dawid Markoff

Kazbegi Gruzja by Dawid Markoff

Kazbegi Gruzja by Dawid Markoff

Po drodze przestaje padać, wychodzi słońce i robi się niesamowicie miło. Taka jest tu pogoda, zmieniająca się dosłownie co kilkanaście minut – już przywykliśmy po kilku dniach w Gruzji.

Kazbegi Gruzja by Dawid Markoff

Kazbegi Gruzja by Dawid Markoff

Kazbegi Gruzja by Dawid Markoff

Kazbegi Gruzja by Dawid Markoff

Kazbegi Gruzja by Dawid Markoff

Kazbegi Gruzja by Dawid Markoff

Kazbegi Gruzja by Dawid Markoff

Kazbegi Gruzja by Dawid Markoff

Widoki na górze są obłędne! Naprawdę, nie do opisania. Robimy wiele zdjęć, a na pamiątkę Kasia uwiecznia mnie i Roberta w koszulkach z godłem Polski (kupionych u Wietnamczyków na Marywilskiej, ale o tym nie mówmy). Nie może się obejść też zdjęć za milion lajków, czyli zdjęć skakanych, tak lubionych przez pewne grono polskich instagramerów (to poniższe zrobił mi Robert;)

Kazbegi Gruzja by Dawid Markoff

Kazbegi Gruzja by Dawid Markoff

Nasza droga na szczyt:

Schodzimy w deszczu. I to padającym już całkiem na serio – tak, że idziemy po błocie. Ale nie narzekamy, bo wiemy, że w pokoju czeka ciepła herbata (nie czeka, bo padł prąd, o czym się dowiemy po powrocie).

Odpoczywamy i idziemy na kolację. Ja zajadam się pyszną zupą regionalną z ryżem i całą masą innych rzeczy, których nie znam. Ostra! Do tego popijam regionalną lemoniadę. Jest wspaniale!

Kazbegi Gruzja by Dawid Markoff

To ostatni dzień w Kazbegi, jutro jedziemy dalej. Chłoniemy więc wieczorne widoki, wdychamy czyste powietrze, słuchany szumu strumyków, odgłosów zwierząt… Jutro ruszamy do Cziatury – miejsca, w którym turyści raczej nie bywają. Tam raczej naklejek Gangu Albanii nie zobaczymy!

Kazbegi Gruzja by Dawid Markoff

Kazbegi Gruzja by Dawid Markoff

Kazbegi Gruzja by Dawid Markoff




skomentuj
kategoria: cyfrowo, mobilnie, wyprawy tagi: , , , , , ,








menu




informacje
wyprawy na wschód i nie tylko




najnowsze wpisy







kategorie







archiwum bloga










moje rzeczy




portfolio fotograficzne
grey - fotografia czarno biała
instagram
youtube
facebook



Zasubskrybuj mój kanał na Youtube. Znajdziesz na nim filmy z moich wypraw, dzienne vlogi, a wkrótce filmy backstage z sesji fotograficznych.










Władysławowo, Jurata, Jastarnia, Chałupy, Muzeum Figur Woskowych, deszcz, wiatr, diabelskie koło, roller coster... Zobacz zdjęcia i vloga→










Album Polaroids to mój hołd złożony fotografii natychmiastowej. Dla mnie osobiście najfajniejszemu okresowi w mojej przygodzie z fotografią. Zobacz→










Dla kampanii Smartney.pl miałem okazję wykonać kilka reklamowych zdjęć, które znalazły się w materiałach internetowych oraz drukowanych kampanii. Zobacz→










Sesja zdjęciowa z Kingą i Agnes w bieliźnie God Save Queens!. Zobacz zdjęcia→










Durres i Tirana - dwie twarze chaotycznej i szalonej Albanii. Zobacz i przeczytaj relację→










Kinga i Agnes we wspaniałej bieliźnie God Save Queens. Na Instaxach. Zobacz zdęcia→










Seledyn, Emilka i piękna biżuteria z kolekcji Calado od firmy Briju. Całość utrzymana w spokojnym, delikatnym klimacie. Zobacz zdęcia→










Tym razem coś pomiędzy modą, a beauty – piękne Anastazja, Paulina i Arina w lekkiej stylizacji i makijaży, z maseczkami na twarzach. Zobacz zdjęcia→










Reklamowa sesja zdjęciowa do magazynów Viva! Oraz Uroda Życia. Zobacz zdjęcia→










Dla Rimmela wykonałem serię zdjęć z nową serią kosmetyków. Zobacz zdjęcia→










Ada i Aleks do sierpniowego wydania Digital Camera Polska. Tu w wersji reklamowej - rozszerzonej o elementy graficzne. Zobacz zdjęcia→










Wykonałem zdjęcia do bardzo fajnej akcji, która pozwoli pozbyć się Wam niepotrzebnych ubrań. Zobacz zdjęcia→










Sesja zdjęciowa z modelem i modelkami dla Diamond Dust do kolekcji wiosna/lato 2018. Zobacz zdjęcia→










Szalona sesja produktowa dla Diamond Dust! Kolorowe tła, przedmioty i ubrania... Zobacz zdjęcia→










Piękne Karolina i Lila na zdjęciach, które wykonałem dla Rimmela do kampanii Fake or Real. Zobacz→










Dwa dni pełne zdjęć. Najpierw Reduta Banku Polskiego i 12 dziewczyn, a następnie Studio Czarnobyl i fotografia produktowa. Zobacz→










Kilka polaroidów wykonanych podczas zdjęć do sierpniowego numeru Digital Camera Polska. Zobacz→










H&M Dworzec, co za impreza! Co za wykonawcy! Dla marki H&M wykonałem trochę zdjęć, kilka z nich można zobaczyć na blogu: zobacz→



© Dawid Markoff
Wszelkie prawa zastrzeżone